Autor: Olga

Usługi opiekuńczo – pielęgnacyjne

usługi opiekuńczo - pielęgnacyjne

Zgodnie z §26 Statutu Fundacji Mocni Nadzieją przypominamy, że Fundacja prowadzi działalność gospodarczą w zakresie praktyki lekarskiej ogólnej, praktyki pielęgniarek i położnych oraz pomocy społecznej bez zakwaterowania dla osób w podeszłym wieku i osób niepełnosprawnych.

W związku z tym oferujemy możliwość objęcia odpłatną opieką lekarską, pielęgniarską i pielęgnacyjną osób przewlekle i nieuleczalnie chorych z terenu całego powiatu jeleniogórskiego.

Jeśli poszukujesz tego typu usług, prosimy o kontakt.

Zakres usług opiekuńczo – pielęgnacyjnych dla osób przewlekle i nieuleczalnie chorych:

1. Profesjonalna opieka lekarska i pielęgniarska;
2. Usługi pielęgnacyjno – higieniczne:
– pomoc w utrzymaniu higieny osobistej chorego,
– kąpiele dla osób leżących bez konieczności przenoszenia chorego do łazienki,
– pomoc w utrzymaniu czystości w otoczeniu chorego,
– pomoc w innych czynnościach domowych: praniu, gotowaniu, zakupach, załatwianiu codziennych spraw,
– pomoc w organizacji wyjazdu do lekarza, szpitala, urzędu, na zakupy itp.,
– dotrzymanie towarzystwa osobie chorej: rozmowa, czytanie oraz inne formy wspólnego spędzania czasu.

Naszą ofertę wyróżnia elastyczne podejście:
1. Indywidualnie ustalamy zakres potrzeb każdego podopiecznego,
2. Dobieramy odpowiednie formy pomocy i opieki,
3. Pracujemy w godzinach od 8:00 do 20:00 od poniedziałku do piątku (możliwa również opieka w soboty),
4. Ustalamy terminy i godziny opieki zgodnie z zapotrzebowaniem chorego,
5. Dojeżdżamy do podopiecznych na terenie całego powiatu jeleniogórskiego,
6. Oferujemy konkurencyjne ceny do negocjacji w zależności od rodzaju i czasu opieki.

Pamiętaj, że...

Korzystając z naszych usług pomagasz nam w realizacji naszej misji, ponieważ całkowity dochód z działalności gospodarczej przeznaczany jest na realizację celów statutowych Fundacji. Dzięki Tobie możemy zapewnić bezpłatną pomoc i opiekę chorym oraz osobom znajdującym się w trudnej sytuacji życiowej.

Chcesz dowiedzieć się więcej?

Zadzwoń do nas: +48 732 686 896

O tym, jak Franię męczyło chorowanie

komarzyca frania

Z dedykacją dla zmagających się z chorobą oraz wszystkich, którzy lubią wierszowane bajki. Pamiętajcie, liczy się każdy uśmiech na Waszych twarzach.

Wiotka komarzyca Frania
Miała skłonność do chorowania.
Szczupłe nóżki, sztywne stawy – 
wszystko było do naprawy.
Skrzydła zwiędłe, mina smutna – 
Słabość zmogła ją okrutna.

Stu doktorów i znachorów
Uleczało ją z humorów.
Wszystko próżno. Biedna Frania
miała za nic ich starania.
Jęczy, sarka i narzeka:
A to wody, a to mleka,
A to mięsa i kaszanki – 
fanaberie chorej Franki!

Co poradzić? Jak pocieszyć?
Czy po księdza Żuka spieszyć?
Wszak od rana do wieczora
Komarzyca bardzo chora!
Płynie tydzień za tygodniem.
Frania w łóżku cierpi godnie.
„Nic nie budzi mej radości!
Wszystko drażni, wszystko złości!”

Rzekła do niej koleżanka:
„Przestań się wygłupiać, Franka!
Skończ pomstować i złorzeczyć.
Chrabąszcz Igor Cię wyleczy!”
Komarzyca głową kręci:
„Na wizyty nie mam chęci!
Chcę spokojnie pochorować,
Nie chrabąszcze tu przyjmować!”

Koleżanka nie słuchała.
Po Igora wnet posłała.
Już nazajutrz z leśnych gąszczy
Przybył największy z chrabąszczy.
Serdecznie Franię powitał
i z troską o zdrowie zapytał.
Franka cierpi niestrudzenie.
Rozpoczęła marudzenie:

„Nic się nie chce, wszystko boli.
Już mnie nic nie zadowoli.
Taka chorość mnie rozpiera,
że już chyba czas umierać!”
Chrabąszcz Igor skubnął wąsa,
posłał uśmiech Frani w dąsach:
„Ten, w kim złość na wszystko wzbiera,
sam chorobie drzwi otwiera!

Moja Franiu: koniec złości!
Krztynę dobra, ciut radości,
szczyptę szczęścia, garść nadziei.
Wszystko razem drobno zmielić.
A do tego litr humoru.
Nie potrzeba Ci doktorów!
Niech Cię gorycz ni zatruwa.
Wnet pod niebem będziesz fruwać!”

I tak, jak powiedział Igor –
Frania odzyskała wigor.
Uśmiechnięta i życzliwa,
u przyjaciół często bywa.
Pełna werwy i radości,
pozbyła się wszelkiej złości.
Tak to mądry chrabąszcz Franię
Ustrzegł przed ciągłym chorowaniem.

Olga Bochajewska

Zbiórka publiczna „Godne życie do końca”

puszka-kwestarska

Już od maja rozważaliśmy rozpoczęcie zbiórki publicznej do skarbon i puszek. Planowanie zajęło nam sporo czasu, ponieważ po pierwsze trzeba było dokonać odpowiednich zakupów: puszki – skarbonki, plomby, druk naklejek… Po drugie, projekt naklejek na skarbonki, który we właściwej i jedynie słusznej formie narodził się dopiero za drugim razem. Po trzecie, sprawy formalne, czyli przemyślenie celów zbiórki i zgłoszenie jej do MSWiA. W końcu udało się dopiąć wszystko na ostatni guzik. 10 czerwca otrzymaliśmy wiadomość z MSWiA, że nasza zbiórka otrzymała numer 2019/2536/OR i została opublikowana na portalu zbiórek publicznych. Formalnie rozpoczęła się 14 czerwca, na skutek poślizgu z drukiem naklejek rozwozimy skarbonki z opóźnieniem, lecz już możecie się na nie natknąć.

Na co zbiórka?

Zbiórka nosi nazwę „Godne życie do końca”. Zbieramy na potrzeby osób przewlekle i nieuleczalnie chorych. Skąd taki pomysł? Jak zapewne wiecie, na co dzień mamy kontakt z pacjentami Bonifraterskiego Hospicjum Domowego. Potrzeby pacjentów są ogromne; wielu z nich znajduje się w bardzo trudnej sytuacji życiowej. Brakuje pieniędzy na niezbędne leki, sprzęt medyczny i rehabilitacyjny, materiały higieniczne i opatrunkowe, nie wspominając już o finansowaniu czynności pielęgnacyjno-opiekuńczych. Jest wielu chorych, pozostawionych samych sobie z nieuleczalną chorobą w pustym i skrajnie zaniedbanym mieszkaniu. To właśnie dla nich jesteśmy. A konkretnie?

Zbieramy fundusze na:

  1. Zakup sprzętu medycznego i rehabilitacyjnego w celu nieodpłatnego wypożyczania chorym znajdującym się w szczególnie trudnej sytuacji materialnej;
  2. Zakup sprzętu do utrzymania higieny osób przewlekle leżących (wanny i baseny pneumatyczne);
  3. Organizację i przeprowadzenie cotygodniowych kąpieli dla ok. 20 chorych przewlekle leżących;
  4. Finansowanie nierefundowanych leków;
  5. Pomoc materialną dla osób przewlekle i nieuleczalnie chorych, np.: przygotowanie paczek żywnościowych, zakup ciepłych posiłków;
  6. Organizację i przeprowadzenie czynności porządkowych w miejscach zamieszkania osób chorych niesamodzielnych, niedołężnych, nieporadnych.

Jak wyglądają skarbonki?

Nasze skarbonki są koloru zielonego, oznaczone symbolem zbiórki 2019/2536/OR oraz podwójnym logo Fundacji Mocni Nadzieją, każda puszka jest podwójnie plombowana i numerowana od 1 do 25.

Terminy i miejsca zbiórki

Zbiórka trwa permanentnie od 14 czerwca 2019 r. Nasze skarbonki możecie spotkać na terenie woj. dolnośląskiego. Sprawdźcie naszą zbiórkę na Portalu Zbiórek Publicznych:

Prezes Zarządu Fundacji Mocni Nadzieją – Olga Bochajewska

Dwa miesiące działalności Fundacji – podsumowanie

klepsydra

Piątego czerwca minęły dwa miesiące od rozpoczęcia działalności Fundacji Mocni Nadzieją. Nadszedł więc czas na podsumowanie naszej pracy w tym czasie. Na początku wypada podziękować Wam – tym wszystkim, którzy nas wspierają. Z całego serca dziękujemy więc za wszystkie dokonane wpłaty oraz darowizny rzeczowe. Ponadto cieszymy się, że Fundacja Mocni Nadzieją spotyka się z Waszym zainteresowaniem i pozytywnym przyjęciem; to dla nas również ogromne wsparcie. Nie sposób opisać, jak bardzo motywują nas telefony i maile od ludzi z całej Polski, poparcie udzielane nam na Facebooku (obecnie mamy już niemal 700 polubień strony, a nasza społeczność wciąż rośnie!) oraz zainteresowanie stroną naszej Fundacji, która powoli, lecz systematycznie zyskuje popularność wśród Internautów.

Jak wygląda nasza praca na co dzień?

Staramy się dzielić zadaniami. W tzw. „terenie” działają:

  • lek. med. Gosia Czarkowska, Członek Zarządu Fundacji, a jednocześnie Kierownik Medyczny i lekarz Bonifraterskiego Hospicjum Domowego wraz z mężem, bardzo zaangażowanym w sprawy ludzi potrzebujących pomocy;
  • współpracujący z nami zespół Pań pielęgniarek i Pani rehabilitantka.

To oni trzymają rękę na pulsie: są najbliżej chorych potrzebujących pomocy, opiekują się nimi i zgłaszają potrzeby, które wymagają pomocy Fundacji. Wartości ich pracy, empatii i poświęcenia nie da się przeliczyć na żadne pieniądze.

Po stronie Prezesa Fundacji (czyli mojej) leży projektowanie graficzne wszelkich materiałów Fundacji, prowadzenie portali: mocninadzieja.pl i opieka-paliatywna.pl oraz dwóch fanpage na Facebooku. Dużą część mojego czasu pochłaniają sprawy organizacyjne: praca nad formularzami i regulaminami, papierkowa robota, której, niestety, nie da się uniknąć. Oprócz tego zajmuję się działaniami marketingowymi: prowadzę ciągłą promocję Fundacji wszelkimi dostępnymi sposobami, na Facebooku, w Google, w społeczności lokalnej i w skali całej Polski.

Wszyscy jesteśmy zaangażowani w poszukiwanie potencjalnych źródeł finansowania Fundacji, nawiązywanie kontaktów z firmami i instytucjami oraz tzw. marketing szeptany, dzięki któremu dowiaduje się o nas coraz więcej osób.

Pomoc Fundacji – podsumowanie dwóch miesięcy

Od początku działalności Fundacji odnotowaliśmy osiem zgłoszeń z prośbą o pomoc drogą internetową i telefoniczną. Oprócz tego stwierdziliśmy konieczność udzielenia pomocy Fundacji w pięciu przypadkach. Żadnego zgłoszenia nie pozostawiliśmy bez odpowiedzi, choć cztery z nich musieliśmy potraktować odmownie ze względu na niezgodność z celami statutowymi Fundacji lub dalszy brak kontaktu ze Zgłaszającym. W jednym przypadku udzieliliśmy nieformalnej pomocy w postaci zaprojektowania i uruchomienia zbiórki pieniędzy na portalu zrzutka.pl. Kolejne ze zgłoszeń internetowych, pochodzące spoza naszej społeczności lokalnej, rozpatrzyliśmy pozytywnie ze względu na potrzebę pilnej pomocy. Chory na schizofrenię poprosił nas o pomoc w finansowaniu żywności i leków, ponieważ głoduje na skromnym zasiłku. Wspomogliśmy potrzebującego paczką żywnościową o wartości 150 zł. Pod stałą opiekę postanowiliśmy przyjąć dwóch podopiecznych, w jednym przypadku decydując o cyklicznym zakupie nierefundowanego leku (pierwsza dawka miesięczna została zakupiona w maju za kwotę ok. 190 zł), a w drugim wypożyczając nieodpłatnie sprzęt (łóżko rehabilitacyjne i inne, drobniejsze sprzęty niezbędne obłożnie choremu). Ponadto mamy w planach przyjęcie pod opiekę kolejnych czterech ciężko chorych; o rodzaju świadczonej pomocy zdecydujemy w najbliższej przyszłości.

Sprawy organizacyjne – podsumowanie dwóch miesięcy

Przez minione dwa miesiące zrealizowaliśmy wiele spraw, które w przyszłości pozwolą wzmocnić naszą płynność finansową, a co za tym idzie – efektywność świadczonej pomocy. Pierwszym punktem było tutaj uruchomienie płatności internetowych w postaci cegiełek na naszej stronie, dzięki czemu szybko i łatwo można wspomóc nasze działania szybkim przelewem online. Współpracujemy z zaufanym operatorem płatności o najwyższym poziomie bezpieczeństwa – firmą Tpay. W następnej kolejności stworzyliśmy i wciąż popularyzujemy wizytówkę Fundacji w wyszukiwarce Google, prowadząc jednocześnie niskobudżetowe (na ile pozwalają nasze skromne środki) kampanie reklamowe w Google AdWords. Na stronie opieka-paliatywna.pl uruchomiliśmy reklamy Google AdSense, które na razie przynoszą niewielkie przychody, lecz te z pewnością wzrosną w przyszłości. W celu propagowania naszej działalności zaprojektowaliśmy ulotki Fundacji, które kolportujemy poprzez naszych sympatyków, rodziny i przyjaciół. Od początku działalności Fundacji rozpoczęliśmy dwie zbiórki funduszy na portalach Zrzutka i Pomagam. Oprócz tego wciąż nawiązujemy kontakty z firmami, instytucjami, osobami, które mogą wspomóc naszą działalność na zasadzie sponsoringu lub współpracy. Ważne jest też dla nas nawiązanie kontaktu z portalem FaniMani, dzięki któremu zbieramy drobne darowizny przekazane nam bezpłatnie podczas zakupów w ponad tysiącu sklepów internetowych. Ostatnim naszym osiągnięciem jest założenie permanentnej zbiórki publicznej „Godne życie do końca”, zarejestrowanej na Portalu Zbiórek Publicznych MSWiA pod numerem 2019/2536/OR. Zbiórka rozpocznie się 14 czerwca 2019 i już niebawem będziecie mogli natknąć się na nasze skarbonki. Zdjęcie oznakowanej puszki zamieścimy niebawem na naszych stronach internetowych oraz na Facebooku (projekty są obecnie w druku).

Darowizny, Partnerzy i Sponsorzy

W ciągu minionych dwóch miesięcy zyskaliśmy kilka niewielkich darowizn pieniężnych, a dwie firmy z Warszawy zgodziły się nas wspierać. Otrzymaliśmy również darowizny rzeczowe, w tym: łóżko rehabilitacyjne, fotel inwalidzki, kule inwalidzkie, balkonik, fotel toaletowy, taboret kąpielowy, komplety pościeli, odzież oraz materiały higieniczne, potrzebne osobom obłożnie chorym. W tym miejscu dziękujemy wszystkim, którzy obdarzyli nas swoim zaufaniem i wspomogli naszą dotychczasową działalność. To dzięki Wam możemy się rozwijać i działać!

Co dalej?

W najbliższej przyszłości planujemy pozyskać wsparcie kilku – kilkunastu firm w zamian za reklamę na naszych portalach, materiałach reklamowych i fanpages. Z pewnością wzmocnimy działania pomocowe w naszej społeczności lokalnej; w dalszych planach leży rozszerzenie działalności na całą Polskę. Wciąż będziemy prowadzić intensywne działania marketingowe, zmierzające do lepszej rozpoznawalności naszej marki i zwiększania zasięgu naszej pomocy. Jako najbliższy cel wyznaczyliśmy sobie zakup wanien pneumatycznych do kąpieli osób leżących i organizację systematycznych kąpieli dla około dwudziestu chorych w naszej społeczności lokalnej. Zamierzamy również uruchomić sprzedaż fantów Fundacji na Facebooku. Planujemy intensywne poszukiwania współpracowników i wolontariuszy, gotowych pracować razem z nami na rzecz potrzebujących.

Jeśli macie do nas jakiekolwiek pytania, chcecie zaoferować swoją pomoc, przekazać darowiznę, zgłosić osobę pod opiekę – pozostajemy w stałym kontakcie. Na naszej stronie pod adresem https://mocninadzieja.pl/do-pobrania jest już dostępny Wniosek o objęcie opieką Fundacji, który można do nas przesłać pocztą lub mailem. We wszelkich sprawach związanych z Fundacją piszcie do nas: fundacja@mocninadzieja.pl lub na naszym Facebooku, dzwońcie pod numer: 732 686 896.

Prezes Zarządu Fundacji Mocni Nadzieją – Olga Bochajewska

Pan Słoneczny

pan słoneczny ilustracja

I

Ta sobota była dla Niny dniem wyjątkowym z dwóch niezwykle ważnych powodów: pierwszym był przyjazd jej córki Lisy i towarzyszącej jej ukochanej wnuczki Oony, natomiast drugim był fakt ukończenia przez Ninę osiemdziesięciu lat. Nie byle jakie były to więc powody.

Od ostatniej wizyty córki z rodziną minęło już niemal pół roku – obu damom towarzyszył wtedy mąż Lisy o wdzięcznym imieniu Gabriel – i Nina zdążyła się już stęsknić nie na żarty za swoimi dziewczynami. Siedząc przy otwartym oknie i patrząc na Pana Słonecznego (o nim za chwilę), wspominała bałwana, którego siedmiolatka ulepiła wówczas z tatą i który to – bałwan, nie tata – straszył przez kolejne dwa miesiące swoim uśmiechem sąsiadów i nielicznych gości, mających okazję ujrzeć ową śnieżną kreaturę strzegącą ogrodu. To była piękna zima, śniegu po kolana, więc budulca starczyło nie tylko na bałwana, ale i na setki kulek, które – produkowane hurtowo przez Oonę – lądowały następnie na ścianach domu, okolicznych posesjach, czasem na twarzach rodziców. Wspomnienie tych kilku dni sprawiło, że Nina uśmiechnęła się i w głębi serca poczuła przyjemne ciepło. Już niedługo znów będą razem.

II

Pan Słoneczny był – to ci zaskoczenie! – słonecznikiem. Nie jakimś tam szlachetnym przedstawicielem rodu, lecz zwykłym, chwiejącym się na wietrze pastewniakiem, a ostatnią cechą, jaką można by mu przypisać, była uroda. Ale Nina kochała Pana Słonecznego. Sama nie pamiętała już, którym pokoleniem był „ten” Pan Słoneczny, gdyż było ich tak wielu, że nie zliczyłby tego nikt. Każdy inny, każdy wyjątkowy, każdy noszący to samo imię. Każdy będący jej przyjacielem.

Rankiem, gdy tylko pozwalała na to pogoda, Nina otwierała osadzone w jej sypialni na parterze okno i witała dzień witając się z Panem Słonecznym. Niewiele tych powitań było w roku, gdyż słoneczniki mają brzydki zwyczaj nad wyraz krótkiego korzystania z uroków życia, a w dodatku treściwą, pozwalającą na kontakt wzrokowy formę wizualną przejawiają jedynie przez kilkadziesiąt dni. Od tragicznej śmierci męża, która miała miejsce wiele, wiele lat temu, Nina robiła wszystko, by żaden z tych dni jej nie umknął.

III

– Babciuuu!!! – piskliwy krzyk Oony rozbrzmiał w ciszy z siłą wodospadu i sprawił, że kot sąsiadów zeskoczył w popłochu z płotu i uciekł w panice do domu, a przerażone ptaki ewakuowały się z okolicznych drzew wydając z siebie wcale nie bardziej atrakcyjne dla ucha odgłosy. Przerażające potrafią być dźwięki wydawane przez dziecięce gardełka.
– Oona! Ale ty urosłaś! – Nina nie mogła się nadziwić, że patrzy na tę samą dziewczynkę, która parę miesięcy wcześniej bombardowała śnieżkami wszystko co się rusza bądź też nie. Jak ten czas szybko leci!
Oona wpadła w babcine ramiona z impetem, którego efektem mogłoby być bliższe zapoznanie się ze strukturą podłożą przez babcię i wnuczkę, jednak przezorna starsza pani zaparła się skutecznie tylną nogą i przyjęła mężnie atak bez większych obrażeń. Co prawda przeżyła chwilę grozy, gdy wnuczka podniosła gwałtownie głowę, niechcący uderzając babcię w żuchwę – Ninie przemknęły wówczas przez głowę wszystkie te telewizyjne reklamy klejów do sztucznych szczęk i modliła się, by to, o czym tam mówili, okazało się prawdą – ale wszystko skończyło się dobrze i stały tak ściskając się z całych sił.
– Cześć, mamo. – uśmiechnięta Lisa podeszła do dwóch najważniejszych kobiet swojego życia i dołączyła do rytuału wymiany czułości, polegającego na przytulaniu, pocałunkach i wymianie serdecznych uśmiechów. Trzy pokolenia, jedna miłość.
– Witaj, córeńko! – szepnęła Nina w przerwie między rozdawaniem całusów jednej i drugiej. – Cudownie, że jesteście! Nie mogłam się już doczekać. – dodała po chwili.
– My też, mamo – my też.
Całe popołudnie spędziły na zwyczajowych w takich sytuacjach rozmowach w duchu „co słychać”, a owe rozmowy poprzedzone zostały urodzinowymi życzeniami i wręczeniem Ninie prezentu, jakim okazała się cudownie rzeźbiona, malutka szkatułeczka. Mały drobiazg, a tak bardzo cieszy… Impreza urodzinowa nie mogła się oczywiście obejść bez wszelkiej maści smakołyków, które Nina przygotowywała już od trzech dni, a których zjedzenie zajęło Oonie niecałe trzy godziny, czym wprawiła babcię (mamę zapewne też, ale nie dawała tego po sobie poznać) w mieszaninę zdziwienia i zakłopotania. Tym bardziej, że nie były to wyłącznie ciasta i kremy, ale również pieczony boczek, krewetki i smażony w papryce kurczak. Zadziwiające są zwyczaje żywieniowe dzieci, a jeszcze bardziej zadziwiająca pojemność ich małych żołądków.

Pod koniec dnia, gdy mocno już rozleniwione jedzeniem towarzystwo zaczęło wykazywać braki kondycyjne i oczywistym było, że czas już na odpoczynek, Nina pożegnała się z Lisą i Ooną i poszła do swej sypialni. Towarzyszyło jej przejmujące i radosne uczucie bliskości kochanych przez nią osób, ale było coś jeszcze. Coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyła.

IV

Pomarańczowe promienie słońca wpadały przez okno wprost na łóżko Niny i dotykały jej twarzy zanikającym ciepłem. Za oknem zaś tworzyły świetlistą aureolę wokół „głowy” Pana Słonecznego sprawiając, że zwykły słonecznik nabrał mistycznego niemalże wyglądu. Widok ten, choć doświadczany przez  Ninę setki razy, za każdym razem wzruszał ją do głębi, gdyż wiedziała, kim był jej przyjaciel – strażnik w ogrodzie i jak bardzo ważną pełnił rolę w jej życiu. Pełna nostalgicznej zadumy z głową wypełnioną magicznymi wspomnieniami oczekiwała czegoś, co miało dziś nastąpić, a na co w duchu już od dawna czekała i czego podświadomie pragnęła. I czuła spokój. Spokój i spełnienie.

V

Gdy w niedzielny poranek Oona – po zrobieniu rundy po całym niemalże domu – z radosnym chichotem przybiegła do pokoju Niny, była zdziwiona, że babcia zamiast krzątać się po kuchni (jak to miała w zwyczaju), leży błogo wpatrzona w ogród za otwartym oknem. Wyjrzała za okno, by sprawdzić, co tak bardzo zaabsorbowało uwagę babci, że ta wyleguje się, zamiast robić jej ulubione naleśniki ze słodkim serem. Nie zauważyła jednak niczego, co by zwróciło jej uwagę. No, może poza tym, że słonecznik, który wczoraj był jeszcze zamknięty, dziś rozkwitł w pełni; trochę dziwne, bo jeszcze nie jego czas. Podeszła więc do łóżka i przyjrzała się twarzy babci, na której gościł najpiękniejszy i najbardziej szczery uśmiech, jaki Oona miała zobaczyć w swoim życiu. Było jednak coś dziwnego w tej nieruchomej, bladej twarzy. Wyciągnęła dłoń, dotknęła policzka babci i poczuła chłód.
– Mamoooo!!!

VI

Zgodnie z ostatnią wolą Niny, jej prochy zostały złożone w przydomowym ogrodzie w miejscu, w którym pochowane były prochy jej ukochanego męża. Wiele lat temu, tuż po śmierci Karla, w miejscu tym posadziła pierwszego słonecznika i któregoś dnia, patrząc na dojrzewającą roślinę, doznała ezoterycznej wizji, która rozbłysła w jej umyśle i objawiła jej skrywaną gdzieś na dnie umysłu istotę zrozumienia wszechrzeczy. Zobaczyła wtedy śmierć przechodzącą w życie i ujrzała Karla w Panu Słonecznym. Jakież to było cudowne! Zrozumiała, że cały Absolut jest zawarty w każdej z jego najmniejszych cząstek i nic nie przemija w niekończącym się cyklu, który trwa niezmiennie.

Bez początku.

Bez końca.

Robert Michalski

O fiołku, który nie chciał zwiędnąć

fiołek

Fiołek zakwitł wczesną wiosną, gdy trawa zaczęła się lekko zielenić. Z każdym dniem był coraz piękniejszy. Grzały go pierwsze promienie słońca, podlewały rześkie, wiosenne deszcze.
– Czuję, jak rosnę! – mówił do otaczającej go trawy. – Jestem taki silny! Pachnę tak mocno, że nikt nie przejdzie obok mnie obojętnie!
Trawa przytakiwała mu od niechcenia. Była zajęta; zieleniała i rosła coraz wyżej i wyżej. Fiołek tymczasem pysznił się królewską purpurą płatków i przyjmował łaskawie hołdy odwiedzających go owadów. Codziennie obmywał się poranną rosą i wystawiał główkę do słońca. Nawet ludzie zatrzymywali się przy nim, mówiąc:
– Jak cudnie pachnie! Jaki śliczny!
Wiosna zagościła na dobre; dni były coraz dłuższe i cieplejsze, ziemia wysychała w gorących promieniach słońca. Fiołek zaczął odczuwać zmęczenie. Często mdlały mu płatki, łodyżka stała się cieniutka i krucha; nie miał już sił, aby pachnieć.
– Nie mogę przecież zwiędnąć – mówił z żalem. – Wszyscy mnie kochają! Co zrobią beze mnie?…
Zawzięcie prostował swoje płatki, pił mikstury z kropli deszczu, nakładał odżywcze słoneczne maseczki. Wszystko na nic; słabł coraz bardziej, tracił jędrność, kolor i zapach. Płatki kurczyły się i marszczyły niczym cienka bibułka.
– Nie poddam się! – oświadczył trawie, która tymczasem robiła swoje: rosła już wysoko ponad fiołkiem, zieleniąc się soczyście.
– Czy nie widzisz, że czas już przestać walczyć i odpocząć? – zapytała. – Nadchodzi lato, słońce będzie cię paliło, zbiją cię gradowe burze. Wszyscy twoi bracia dawno już zwiędli. Zaśnij spokojnie, ja cię osłonię i otulę, a kto wie?… Może wiosną zakwitniesz znów, jeszcze piękniejszy…
Fiołek zamyślił się. Czuł takie słodkie zmęczenie, taką omdlałość w pobladłych płatkach…
– Jestem taki słaby… Utul mnie, trawo, do snu. – szepnął cichutko. – Do zobaczenia wiosną.
Trawa otoczyła go zieloną kołderką i osłoniła przed gorącym słońcem, szeleszcząc mu na wietrze piękną kołysankę:

„Nadszedł już spoczynku czas.
Śpij, a wkrótce znów
Będziesz wśród nas.”

Olga Bochajewska

O młodej ważce i mądrym chrabąszczu

ważka ilustracja

Młoda ważka w blasku słońca przeleciała nad stawem. Wszystkie owady – topiki, komary, muchy, biedronki – były zachwycone.

– Jakie piękne ma skrzydełka!

– Mienią się wszystkimi barwami tęczy!

– Jesteś piękniejsza ode mnie! – przyznała z niechęcią biedronka siedmiokropka.

Młoda ważka promieniała z dumy. Trzepotała skrzydełkami tak, że światło słoneczne lśniło w nich miriadami kolorów. Cały rój owadów krążył wokół niej, zachwycony jej migotliwym pięknem.

Nagle słońce skryło się za chmurami. Ważka tańczyła wciąż, prezentując swe wdzięki, lecz wśród otaczających ją owadów zaczęto szeptać.

– Gdzie jej tęczowe skrzydełka?

– Wcale nie jest taka piękna!

– Nie jest niczym niezwykłym, patrzcie! Jest szara, o wiele brzydsza ode mnie! – skrzywiła się biedronka siedmiokropka.

Szepty nasiliły się. Młoda ważka usłyszała je; przestała tańczyć i przysiadła na skrawku nadgniłego, dębowego liścia, zanurzonego w płyciźnie stawu.

– Dlaczego tak na mnie patrzycie? Dlaczego już mnie nie podziwiacie? – pytała z żalem. – Przecież jestem taka kolorowa, najpiękniejsza z was!
Wówczas spośród szuwarów wyfrunął stary, mądry chrabąszcz. Spojrzał na młodą ważkę, na gromadę owadów, pokiwał głową, a potem w zamyśleniu zapatrzył się w chmurne niebo.

– Młoda ważko – powiedział po chwili. – Jesteś piękna i kolorowa, gdy zabłyśnie słońce. Ale ono jest kapryśne i nie zawsze świeci. Zamiast czekać, aż znów wyjdzie zza chmur, poszukaj piękna w sobie.

– Ale jak? Gdzie? – zapytała ważka, ze smutkiem oglądając swe poszarzałe skrzydełka.

– Po prostu szukaj. Gdy je znajdziesz, będziesz wiedziała. – powtórzył chrabąszcz z łagodnym uśmiechem, po czym odleciał nad staw, bzycząc basem.

Rój owadów i młoda ważka zadumali się nad jego słowami. Jeden spoglądał na drugiego bez słowa. Nie wiadomo dlaczego było im trochę wstyd. Ważka tak intensywnie myślała, że przestała trzepotać skrzydełkami, choć kilka promieni słonecznych przebiło się przez chmury. Co chrabąszcz chciał powiedzieć? Jak odnaleźć to ukryte piękno? I gdzie ono jest ukryte? Gdzie?…

… A czy Ty już wiesz?

 

Olga Bochajewska

Fundacja „Mocni Nadzieją” wpisana do KRS!

dąb_kadr

Na wpis naszej Fundacji do Krajowego Rejestru Sądowego oczekiwaliśmy z wielką niecierpliwością. W końcu, 5 kwietnia 2019 doczekaliśmy się! Nie obyło się bez przeciwności i drobnych uzupełnień dokumentów; jednak cieszy nas to, że mamy to już za sobą.

Tak więc od kilku dni funkcjonujemy jako pełnoprawna organizacja i możemy rozpocząć realizację naszych celów statutowych. Teraz przed nami ogrom pracy; niesamowitą motywacją są dla nas przede wszystkim osoby potrzebujące naszej pomocy. W kwestii sprawowania opieki nad osobami przewlekle i nieuleczalnie chorymi widzimy wielką lukę: niestety, nie wszystkie jednostki chorobowe kwalifikują przewlekle i nieuleczalnie chorych do objęcia opieką w ramach NFZ. Tę lukę planujemy wypełnić, zapewniając podopiecznym Fundacji bezpłatną opiekę lekarską i pielęgniarską, dostęp do zabiegów pielęgnacyjno – higienicznych, oferując niezbędną pomoc rzeczową i finansową.

Jesteśmy pełni zapału do pracy, jednak nasza działalność nie może się obejść bez Was – ludzi o wielkich sercach, którzy nie przejdą obojętnie obok cierpiącego bliźniego. Ponieważ nasza Fundacja istnieje zaledwie od kilku dni, na razie dysponujemy skromnymi własnymi środkami finansowymi. Aby móc wypełniać naszą misję, potrzebujemy funduszy na zakup niezbędnego sprzętu przeznaczonego do utrzymania higieny osób leżących (wanny pneumatyczne) oraz na rozmaite potrzeby naszych chorych podopiecznych. O nich będziemy informować na bieżąco. Tymczasem z góry dziękujemy wszystkim, którzy zechcą wesprzeć naszą Fundację choćby najdrobniejszą darowizną.

Jak Wam wiadomo, fundusze to jednak nie wszystko; najważniejsi są ludzie, którzy gotowi są do bezinteresownej pomocy. Tacy, którzy odwiedzą, potrzymają za rękę, ugotują zupę, zrobią zakupy, poczytają książkę, wspólnie spędzą czas, wniosą promyk radości i nadziei w monotonną codzienność chorego. Pełne empatii pielęgniarki, opiekunki i opiekunowie medyczni, wolontariusze. Niestety, nie wszyscy chorzy mogą liczyć na pomoc bliskich. Wśród nas jest wielu ludzi starszych, skazanych na pełną rozpaczy samotność, chorobę i niedostatek. Ich bliscy często mieszkają w mieście na drugim końcu Polski lub na drugim końcu świata; duża część seniorów nie ma dosłownie nikogo. Stąd nasz apel do osób, które w pomaganiu innym odnajdują sens swojego życia: pomagajcie z nami, bo razem możemy zrobić więcej!

Przed nami długa droga. Nierówna i wyboista, a jednak pełna światła, osłodzona uśmiechem chorego, łzą wdzięczności, serdecznym spojrzeniem. Wśród codziennej gonitwy za pieniądzem, lepszą pracą, własną wygodą pomyślcie, że każdy z nas kiedyś odejdzie… każdy z nas będzie chciał odejść godnie.

To dla nas najważniejsze: zapewnić godne życie. Do końca.

 

Akt założycielski Fundacji

28 stycznia 2019 r. uczyniliśmy pierwszy krok w celu stworzenia Fundacji, której głównym celem ma być szeroko pojęta pomoc dla osób przewlekle i nieuleczalnie chorych. W tym właśnie dniu podpisaliśmy Akt Założycielski Fundacji.

Wiemy, że czeka nas wiele pracy na rzecz chorych, którzy z różnych względów nie mogą liczyć na niczyją pomoc. Choć przed nami jeszcze wiele kwestii organizacyjno-prawnych, mamy nadzieję, że uda nam się zacząć działać na rzecz potrzebujących w możliwie najkrótszym czasie.

Przecież jesteśmy… „Mocni Nadzieją”.

O dalszych postępach będziemy informować na bieżąco.