Tag: bajka

O tym, jak Franię męczyło chorowanie

komarzyca frania

Z dedykacją dla zmagających się z chorobą oraz wszystkich, którzy lubią wierszowane bajki. Pamiętajcie, liczy się każdy uśmiech na Waszych twarzach.

Wiotka komarzyca Frania
Miała skłonność do chorowania.
Szczupłe nóżki, sztywne stawy – 
wszystko było do naprawy.
Skrzydła zwiędłe, mina smutna – 
Słabość zmogła ją okrutna.

Stu doktorów i znachorów
Uleczało ją z humorów.
Wszystko próżno. Biedna Frania
miała za nic ich starania.
Jęczy, sarka i narzeka:
A to wody, a to mleka,
A to mięsa i kaszanki – 
fanaberie chorej Franki!

Co poradzić? Jak pocieszyć?
Czy po księdza Żuka spieszyć?
Wszak od rana do wieczora
Komarzyca bardzo chora!
Płynie tydzień za tygodniem.
Frania w łóżku cierpi godnie.
„Nic nie budzi mej radości!
Wszystko drażni, wszystko złości!”

Rzekła do niej koleżanka:
„Przestań się wygłupiać, Franka!
Skończ pomstować i złorzeczyć.
Chrabąszcz Igor Cię wyleczy!”
Komarzyca głową kręci:
„Na wizyty nie mam chęci!
Chcę spokojnie pochorować,
Nie chrabąszcze tu przyjmować!”

Koleżanka nie słuchała.
Po Igora wnet posłała.
Już nazajutrz z leśnych gąszczy
Przybył największy z chrabąszczy.
Serdecznie Franię powitał
i z troską o zdrowie zapytał.
Franka cierpi niestrudzenie.
Rozpoczęła marudzenie:

„Nic się nie chce, wszystko boli.
Już mnie nic nie zadowoli.
Taka chorość mnie rozpiera,
że już chyba czas umierać!”
Chrabąszcz Igor skubnął wąsa,
posłał uśmiech Frani w dąsach:
„Ten, w kim złość na wszystko wzbiera,
sam chorobie drzwi otwiera!

Moja Franiu: koniec złości!
Krztynę dobra, ciut radości,
szczyptę szczęścia, garść nadziei.
Wszystko razem drobno zmielić.
A do tego litr humoru.
Nie potrzeba Ci doktorów!
Niech Cię gorycz ni zatruwa.
Wnet pod niebem będziesz fruwać!”

I tak, jak powiedział Igor –
Frania odzyskała wigor.
Uśmiechnięta i życzliwa,
u przyjaciół często bywa.
Pełna werwy i radości,
pozbyła się wszelkiej złości.
Tak to mądry chrabąszcz Franię
Ustrzegł przed ciągłym chorowaniem.

Olga Bochajewska

O fiołku, który nie chciał zwiędnąć

fiołek

Fiołek zakwitł wczesną wiosną, gdy trawa zaczęła się lekko zielenić. Z każdym dniem był coraz piękniejszy. Grzały go pierwsze promienie słońca, podlewały rześkie, wiosenne deszcze.
– Czuję, jak rosnę! – mówił do otaczającej go trawy. – Jestem taki silny! Pachnę tak mocno, że nikt nie przejdzie obok mnie obojętnie!
Trawa przytakiwała mu od niechcenia. Była zajęta; zieleniała i rosła coraz wyżej i wyżej. Fiołek tymczasem pysznił się królewską purpurą płatków i przyjmował łaskawie hołdy odwiedzających go owadów. Codziennie obmywał się poranną rosą i wystawiał główkę do słońca. Nawet ludzie zatrzymywali się przy nim, mówiąc:
– Jak cudnie pachnie! Jaki śliczny!
Wiosna zagościła na dobre; dni były coraz dłuższe i cieplejsze, ziemia wysychała w gorących promieniach słońca. Fiołek zaczął odczuwać zmęczenie. Często mdlały mu płatki, łodyżka stała się cieniutka i krucha; nie miał już sił, aby pachnieć.
– Nie mogę przecież zwiędnąć – mówił z żalem. – Wszyscy mnie kochają! Co zrobią beze mnie?…
Zawzięcie prostował swoje płatki, pił mikstury z kropli deszczu, nakładał odżywcze słoneczne maseczki. Wszystko na nic; słabł coraz bardziej, tracił jędrność, kolor i zapach. Płatki kurczyły się i marszczyły niczym cienka bibułka.
– Nie poddam się! – oświadczył trawie, która tymczasem robiła swoje: rosła już wysoko ponad fiołkiem, zieleniąc się soczyście.
– Czy nie widzisz, że czas już przestać walczyć i odpocząć? – zapytała. – Nadchodzi lato, słońce będzie cię paliło, zbiją cię gradowe burze. Wszyscy twoi bracia dawno już zwiędli. Zaśnij spokojnie, ja cię osłonię i otulę, a kto wie?… Może wiosną zakwitniesz znów, jeszcze piękniejszy…
Fiołek zamyślił się. Czuł takie słodkie zmęczenie, taką omdlałość w pobladłych płatkach…
– Jestem taki słaby… Utul mnie, trawo, do snu. – szepnął cichutko. – Do zobaczenia wiosną.
Trawa otoczyła go zieloną kołderką i osłoniła przed gorącym słońcem, szeleszcząc mu na wietrze piękną kołysankę:

„Nadszedł już spoczynku czas.
Śpij, a wkrótce znów
Będziesz wśród nas.”

Olga Bochajewska

O młodej ważce i mądrym chrabąszczu

ważka ilustracja

Młoda ważka w blasku słońca przeleciała nad stawem. Wszystkie owady – topiki, komary, muchy, biedronki – były zachwycone.

– Jakie piękne ma skrzydełka!

– Mienią się wszystkimi barwami tęczy!

– Jesteś piękniejsza ode mnie! – przyznała z niechęcią biedronka siedmiokropka.

Młoda ważka promieniała z dumy. Trzepotała skrzydełkami tak, że światło słoneczne lśniło w nich miriadami kolorów. Cały rój owadów krążył wokół niej, zachwycony jej migotliwym pięknem.

Nagle słońce skryło się za chmurami. Ważka tańczyła wciąż, prezentując swe wdzięki, lecz wśród otaczających ją owadów zaczęto szeptać.

– Gdzie jej tęczowe skrzydełka?

– Wcale nie jest taka piękna!

– Nie jest niczym niezwykłym, patrzcie! Jest szara, o wiele brzydsza ode mnie! – skrzywiła się biedronka siedmiokropka.

Szepty nasiliły się. Młoda ważka usłyszała je; przestała tańczyć i przysiadła na skrawku nadgniłego, dębowego liścia, zanurzonego w płyciźnie stawu.

– Dlaczego tak na mnie patrzycie? Dlaczego już mnie nie podziwiacie? – pytała z żalem. – Przecież jestem taka kolorowa, najpiękniejsza z was!
Wówczas spośród szuwarów wyfrunął stary, mądry chrabąszcz. Spojrzał na młodą ważkę, na gromadę owadów, pokiwał głową, a potem w zamyśleniu zapatrzył się w chmurne niebo.

– Młoda ważko – powiedział po chwili. – Jesteś piękna i kolorowa, gdy zabłyśnie słońce. Ale ono jest kapryśne i nie zawsze świeci. Zamiast czekać, aż znów wyjdzie zza chmur, poszukaj piękna w sobie.

– Ale jak? Gdzie? – zapytała ważka, ze smutkiem oglądając swe poszarzałe skrzydełka.

– Po prostu szukaj. Gdy je znajdziesz, będziesz wiedziała. – powtórzył chrabąszcz z łagodnym uśmiechem, po czym odleciał nad staw, bzycząc basem.

Rój owadów i młoda ważka zadumali się nad jego słowami. Jeden spoglądał na drugiego bez słowa. Nie wiadomo dlaczego było im trochę wstyd. Ważka tak intensywnie myślała, że przestała trzepotać skrzydełkami, choć kilka promieni słonecznych przebiło się przez chmury. Co chrabąszcz chciał powiedzieć? Jak odnaleźć to ukryte piękno? I gdzie ono jest ukryte? Gdzie?…

… A czy Ty już wiesz?

 

Olga Bochajewska